Hej! Będzie dobrze! Okej?
Gdy przyszłość Cię przytłacza...
Chciałam na początek moich gadanin poruszyć temat, który ostatnimi czasy bardzo mnie dotyczy i myślę, że dotyczy lub dotyczył również wielu z Was. Świat każdego człowieka się zmienia, co roku patrząc wstecz, myślimy, że byliśmy kiedyś inni. Kojarzycie te memy z człowiekiem, który co roku mówi "Ale byłem głupi rok temu". Hah, o to mniej więcej mi chodzi. Wydaje mi się, że zmiany w życiu człowiek są potrzebne, ale zdecydowanie takie kontrolowane i pozytywne wpływają na naszą psychikę lepiej. No nie odkryłam Ameryki tym stwierdzeniem, przyznaję, ale chcę jakoś dojść do sedna sprawy. Przez ostatnie dwa lata, odkąd poszłam do liceum, zaczęłam zmieniać moje życie. Oczywiście kontrolowałam to, czułam się coraz lepiej. Nie podejmowałam gwałtownych decyzji, powoli układałam sobie świat. W lutym tego roku zdarzyła się rzecz niezwykła i niespodziewana, która zmieniła moje życie i odwróciła je do góry nogami... Póki co- w jak najbardziej pozytywny sposób...
Teraz zacznę wprowadzać Was lekko w mój życiorys, żeby nakreślić sytuację. Nie chciałam tego robić, ale inaczej nie dojdę do momentu i myśli, którą chcę Wam przekazać.
Teraz zacznę wprowadzać Was lekko w mój życiorys, żeby nakreślić sytuację. Nie chciałam tego robić, ale inaczej nie dojdę do momentu i myśli, którą chcę Wam przekazać.
Chłopak, który podobał mi się od roku, zaprosił mnie na studniówkę. Po studniówce zostaliśmy parą. Powiem Wam tak na marginesie, że było to najlepsze pół roku mojego życia, ale o tym kiedy indziej. W każdym razie relacja ta była tak zdrowa, że naprawdę nie wyobrażałam sobie przyszłości bez niego. Wcześniej myślenie na dłuższy okres w przyszłość sprawiało mi problemy, jednak przy nim wszystko zaczęło mi się rozjaśniać i porządkować w głowie. Życzę Wam naprawdę, byście kiedyś w życiu znaleźli taką osobę, która wszystko Wam poukłada. Czułam się, jakby w końcu wszystko w moim życiu znalazło odpowiednie miejsce, a on by tym brakującym puzzlem w układane, bez którego nie mogłam osiągnąć tego spokoju wewnętrznego. Zaczęłam układać sobie przyszłość. I w tej najbliższej obejmującej kolejne miesiące i tej dalszej za kilka a nawet kilkanaście lat widziałam siebie szczęśliwą u jego boku. Możecie mnie uznać za marzycielkę i naiwną osobę, ale tak jak mówię, jestem dość rozsądna i nigdy nie wiązałabym się z kimś, z kim czułabym jakiekolwiek ograniczenia z jakiejkolwiek strony bądź brak akceptacji. Myślenie o przyszłości nigdy nie sprawiało mi tyle radości!
Jednak po ponad pół roku zdarzyło się coś, co wywróciło mój świat do góry nogami. Niestety tym razem myślałam, że się nie pozbieram. Nagle, bez konkretnego powodu on zerwał ze mną. Byłam w szoku. W jednym momencie mój świat rozsypał się na małe kawałeczki. Przerażało i nadal przeraża mnie myślenie o przeszłości. Nie wiem, czego chcę od życia, przecież nie wyobrażałam go sobie bez niego... Czułam się okropnie. Jakby ktoś nagle wyrzucił scenariusz mojego życia i zaczął improwizować. Nadal, gdy myślę o przyszłości, coś skręca mi się w żołądku. Ale jest lepiej. Postanowiłam przyjąć metodę, która już kiedyś pomogła mi, gdy nie umiałam patrzeć w przyszłość. Metoda życia z dnia na dzień. Stąd wzięła się również nazwa mojego bloga. Mogę chyba powiedzieć, że stało się to taką moją małą filozofią. Gdy przeraża mnie myślenie o przyszłości, po prostu o niej nie myślę. Jak? A no nie jest to takie trudne, gdy się opanuje myśli chociaż trochę. Wiadomo, nie jest to metoda niezawodna, bo tak czy siak pojawiają się momenty załamania, ale gdyby nie taki sposób myślenia, na pewno nie podniosłabym się tak szybko. Życie z dnia na dzień polega na tym, by myśleć o przyszłości najbliższej. Pomyśl, co będziesz robił dzisiaj. Na spokojnie, bez nerwów. Jeśli chcesz, możesz zaplanować jutro. Pomyśleć, co ciekawego możesz zrobić, choćby miało to być wyjście na spacer czy przeczytanie książki. Nie skupiaj się na rzeczach, które musisz zrobić, tylko na przyjemnych sprawach. Postaraj się je doceniać. Oczywiście weź pod uwagę rzeczy konieczne, nie zaniedbuj ich, lecz przekształć swoje myślenie. Jeśli musisz nauczyć się na sprawdzian, pomyśl, że jeśli to zrobisz i dasz z siebie wszystko, będziesz silniejszy, bo dokonasz czegoś, na co nie masz ochoty, oraz mądrzejszy. Na tej zasadzie. Doceniaj siebie i małe kroki! Myśl o wydarzeniach w przyszłości bardziej odległej, ale tylko nad tymi koniecznymi, jak np. muszę zaoszczędzić pieniądze, bo moja mama ma urodziny w tym miesiącu, albo w piątek muszę zorganizować czas wolny, by pouczyć się na sprawdzian na poniedziałek. Nie przytłaczaj się jednak takimi myślami. Zaplanuj rzeczy konieczne, lecz nie martw się nimi na zapas. Przykładowo- oszczędzaj pieniądze regularnie, a prezentem będziesz przejmować się kiedy indziej, przed urodzinami. Dopiero w piątek, który zaplanowałeś na naukę możesz poświęcić na przejmowanie się nauką. Ale tylko przez chwilę, doceń swoje poświęcenie i to, co robisz.
Ta metoda sprawia, że idę do przodu. Moje życie znów nabrało tempa, jest bardzo dynamiczne i spontaniczne, co nadaje mu kolorytu i przy okazji odpędza mnie od pesymistycznego myślenia, które pojawia się coraz rzadziej. Możliwe, że na razie żyję za szybko i będę potrzebowała przerwy, ale mam świadomość, że w tym momencie takie ambitne życie dodaje mi wiary w siebie i pomaga mi przetrwać. Kiedyś, gdy będę chciała, mogę zmienić moje życie i podejście do niego. Wszystko zależy ode mnie. Wiem, ze gdy poczuję się lepiej, mogę zacząć planować. Mogę myśleć o tym, co wydarzy się za miesiąc, rok, ale nie muszę, jeśli ta wizja mnie przeraża. Jeśli jest tak źle, że przytłacza Cię jutro, nie myśl o nim. Spraw, by to dzisiejszy dzień był piękny, skup się na tym, który odcinek serialu oglądniesz, co zjesz na kolację. Jeśli i dzisiaj Cię przerasta, spokojnie, nie ma problemu. Weź dwa głębokie oddechy i pomyśl, co zrobisz za godzinę, albo po prostu za minutę. Kojarzycie serial SKAM? Bardzo pomógł mi w pewnym momencie mojego życia, serdecznie polecam. Stąd wzięłam własnie ten sposób. https://www.youtube.com/watch?v=S0KHyln2CDE&t=5s&pbjreload=10
Nie przejmuj się więc tym, co będzie kiedyś. Na przyszłość składa się wiele czynników, na które nie mamy wpływu. Po co denerwować się czymś, co jest niejasne, niestałe i jak udowodnił mi ostatni okres, może się zmienić o 180 stopni w jednej chwili? Mam wpływ na dzień dzisiejszy. Mogę go przeżyć, jak chcę. Uczynić go tak owocnym, jak mi się podoba. A przecież czy przyszłość nie składa się właśnie z konsekwencji przeżytych przez nas dni?
Zostawiam Was więc z tym sposobem.
Trzymajcie się mocno i nie puszczajcie!
Eximia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz